Tańsze paliwo w Polsce? Arabowie omijają Ormuz, Francja chroni alternatywny szlak
Blokada cieśniny Ormuz zmusiła producentów z Zatoki Perskiej do szukania nowych sposobów eksportu ropy. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Kuwejt coraz częściej wykorzystują przeładunki ze statku na statek w Zatoce Omańskiej. Francja z kolei wzmacnia ochronę strategicznego portu Janbu nad Morzem Czerwonym. Czy te działania mogą w końcu przynieść tańsze paliwo także na polskich stacjach?
Artykuł w pigułce
- Cieśnina Ormuz: producenci z Zatoki Perskiej szukają alternatywnych sposobów eksportu ropy, wykorzystując między innymi przeładunki ze statku na statek.
- Skala operacji rośnie: we wrześniu przez przeładunki STS przechodziło około 2,5 mln baryłek ropy dziennie, a wcześniej było to około 1,4 mln baryłek.
- Arabia Saudyjska: wznowiła eksport przez port Janbu po przywróceniu działania rurociągu East-West Pipeline.
- Francja: wzmacnia ochronę strategicznego regionu Janbu, który pozwala Arabii Saudyjskiej eksportować ropę z pominięciem cieśniny Ormuz.
- Transport jest bardzo drogi: rosnące zapotrzebowanie na tankowce doprowadziło do rekordowych stawek za ich wynajem i problemów z dostępnością jednostek.
- Co z Polską? Większa ilość ropy trafiającej na światowy rynek może ograniczać presję na wzrost cen, ale nie oznacza automatycznie tańszego paliwa na polskich stacjach.
- Kluczowa będzie stabilizacja: trwały wzrost eksportu i poprawa bezpieczeństwa alternatywnych szlaków mogą mocniej wpłynąć na ceny niż same przeładunki na morzu.
Arabowie znaleźli sposób na omijanie Ormuzu
Cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najważniejszych punktów światowego rynku ropy. Zakłócenia w jej funkcjonowaniu mocno utrudniły tradycyjny transport surowca z Zatoki Perskiej, dlatego producenci zaczęli szukać alternatywnych sposobów wyprowadzania ładunków na światowe rynki.
Jednym z nich są przeładunki STS, czyli operacje ship-to-ship. Tankowce zabierają ropę z Zatoki Perskiej, a następnie na bezpieczniejszych wodach przekazują ładunek na większe jednostki płynące do odbiorców w Azji. Jednym z głównych miejsc takich operacji stały się okolice omańskiego portu Sohar.
Skala tego rozwiązania szybko rośnie. We wrześniu przeładunki STS w Zatoce Omańskiej sięgały około 2,5 mln baryłek ropy dziennie, podczas gdy w sierpniu było to około 1,4 mln baryłek. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i inni producenci wykorzystują w ten sposób dodatkowe możliwości transportowe, gdy tradycyjna droga przez Ormuz jest znacznie trudniejsza.
Omijanie Ormuzu kosztuje fortunę
Problem polega na tym, że alternatywna trasa nie jest prostym zamiennikiem normalnego transportu. Przeładunki wymagają dodatkowych statków, czasu i skomplikowanej logistyki.
Rosnące zapotrzebowanie na tankowce ograniczyło ich dostępność. Stawki za wynajem największych jednostek VLCC dochodziły do około 1,27 mln dolarów dziennie. W rejonie Zatoki Omańskiej pojawiły się również zatory, a operatorzy zaczęli szukać kolejnych miejsc, w których można przeprowadzać przeładunki.
To ważny szczegół całej układanki. Można utrzymać eksport ropy mimo problemów z cieśniną, ale trzeba za to bardzo dużo zapłacić. Wysokie koszty transportu częściowo niwelują korzyść wynikającą z utrzymania dostaw.
Według analiz Associated Press koszty transportu w alternatywnym systemie mocno wzrosły, a producenci traktują obecne rozwiązania przede wszystkim jako sposób na ograniczenie skutków kryzysu, a nie trwały i tani model eksportu.
Arabia Saudyjska ma jeszcze jedną drogę
Drugim ważnym elementem układanki jest Janbu. To strategiczny port Arabii Saudyjskiej nad Morzem Czerwonym, który pozwala królestwu eksportować ropę z pominięciem cieśniny Ormuz.
Janbu jest połączone z rejonami wydobycia ropy w pobliżu Zatoki Perskiej rurociągiem East-West Pipeline. Dzięki niemu Arabia Saudyjska może kierować część surowca na zachód, zamiast transportować go przez zagrożony szlak morski.
Ten kierunek również został jednak zaatakowany. We wrześniu doszło do uderzenia na infrastrukturę rurociągu, po którym Arabia Saudyjska czasowo wstrzymała jego pracę. 22 września operator wznowił działanie rurociągu, a pod koniec miesiąca ruszyły ponownie załadunki w Janbu.
Francja wzmacnia ochronę Janbu
Znaczenie Janbu wykracza poza interes samej Arabii Saudyjskiej. Port pozwala utrzymać eksport ropy również wtedy, gdy transport przez Ormuz napotyka poważne problemy.
W związku z zagrożeniami dla infrastruktury i sytuacją bezpieczeństwa w regionie Francja zapowiedziała zwiększenie obecności wojskowej oraz wysłanie do Arabii Saudyjskiej między innymi radarów i systemów obronnych. Celem ma być ochrona strategicznych obiektów, w tym infrastruktury związanej z eksportem ropy.
Dla rynku naftowego takie działania mają znaczenie przede wszystkim dlatego, że zwiększają bezpieczeństwo alternatywnego szlaku. Sama obecność wojskowa nie obniża jednak ceny baryłki. Może natomiast ograniczyć ryzyko kolejnych przerw w dostawach.
Arabia Saudyjska znowu wysyła ropę przez Janbu
Są już konkretne oznaki poprawy sytuacji. Po przywróceniu działania rurociągu East-West Arabia Saudyjska wznowiła załadunki ropy i produktów naftowych w Janbu.
Według danych cytowanych przez Reutersa tankowce załadowały w Janbu i pobliskim terminalu Al Muajjiz niemal 10 mln baryłek. Obecna przepustowość wynosi około 2–2,65 mln baryłek dziennie, a w kolejnych dniach miała wzrosnąć do 3–4 mln baryłek. Pełne przywrócenie wcześniejszej przepustowości może jednak potrwać.
Rynek zareagował na te informacje spadkiem cen ropy. 29 września kontrakty na Brent potaniały o 2,6 proc., do 102,59 dolara za baryłkę. Inwestorzy uwzględniali przede wszystkim sygnały wskazujące na odbudowę eksportu z Bliskiego Wschodu.
To właśnie ten element może być najważniejszy z punktu widzenia kierowców.

Czy dzięki temu tańsze paliwo trafi do Polski?
Jest na to szansa, ale na razie trudno mówić o gwarantowanych obniżkach cen na polskich stacjach.
Mechanizm jest stosunkowo prosty. Jeżeli Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt i inni producenci będą w stanie utrzymać większy eksport mimo problemów z Ormuzem, na światowy rynek trafi więcej ropy, niż trafiłoby w przypadku całkowitego zatrzymania eksportu.
Większa podaż może ograniczać presję na ceny. Właśnie dlatego rynek zareagował spadkiem notowań po informacji o wznowieniu eksportu przez Janbu. Nie oznacza to jednak, że każdy spadek ceny baryłki natychmiast zobaczymy na polskim dystrybutorze.
Cena paliwa zależy również od kursu złotego wobec dolara, kosztów rafinacji i transportu, marż oraz podatków. Do tego dochodzą ceny gotowych produktów naftowych, które nie zawsze poruszają się dokładnie w tym samym tempie co notowania surowej ropy.
Polska nie jest skazana na jeden kierunek dostaw
Warto też pamiętać, że Polska nie kupuje całej potrzebnej ropy bezpośrednio z krajów Zatoki Perskiej. Polski rynek korzysta z różnych źródeł dostaw, a krajowe rafinerie mogą sprowadzać surowiec także innymi drogami.
Nie oznacza to jednak, że sytuacja na Bliskim Wschodzie jest dla polskich kierowców obojętna. Ropa jest surowcem globalnym, a duże zakłócenia w jednym z najważniejszych regionów wydobywczych wpływają na ceny na całym świecie.
Jeżeli eksport z Zatoki Perskiej pozostanie ograniczony, inne kraje i firmy będą musiały konkurować o dostępne baryłki. To może utrzymywać wysoką premię geopolityczną w cenach ropy.
Jeżeli natomiast alternatywne trasy będą działać coraz sprawniej, a Arabia Saudyjska utrzyma eksport przez Janbu, presja może stopniowo słabnąć.
Na razie bardziej stabilizacja niż tanie paliwo
Działania Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kuwejtu pokazują, że producenci z Zatoki Perskiej nie zamierzają całkowicie pogodzić się z ograniczeniem eksportu. Przeładunki STS pozwalają utrzymać część dostaw, a rurociąg East-West Pipeline daje Arabii Saudyjskiej możliwość wyprowadzenia ropy przez Morze Czerwone.
Francuska obecność w rejonie Janbu ma z kolei zwiększać bezpieczeństwo tego strategicznego kierunku. Wszystkie te działania mogą więc pośrednio działać na korzyść światowego rynku ropy.
Czy kierowcy w Polsce dzięki temu zatankują taniej? Możliwe, ale dziś bardziej realnym scenariuszem jest ograniczenie presji na wzrost cen niż gwałtowny spadek cen paliwa.
Żeby tańsza ropa rzeczywiście przełożyła się na polskie stacje, potrzebne są nie tylko alternatywne trasy, lecz także trwałe zwiększenie eksportu, niższe koszty transportu i przede wszystkim poprawa bezpieczeństwa w regionie.
Na razie Arabowie znaleźli sposób, żeby ropa nadal płynęła. Rynek sprawdza teraz, ile będzie kosztowało utrzymanie tego rozwiązania i czy wystarczy ono, aby ceny paliw zaczęły wyraźniej spadać.















Opublikuj komentarz