Tysiące ciężarnych krów utknęły na morzu. Dramat na pokładzie statku „Spiridon II”
Tysiące ciężarnych krów od blisko dwóch miesięcy tkwi na statku, który bezskutecznie próbuje znaleźć port gotowy przyjąć jego ładunek. Na pokładzie panują dramatyczne warunki, a eksperci alarmują o narastającej tragedii zwierząt.
Statek z prawie 3 tys. krów nie ma gdzie zacumować
Prawie 3 tysiące krów płynie na pokładzie statku „Spiridon II”, który wyruszył 20 września z Urugwaju. Jednostka miała dostarczyć zwierzęta do tureckiej Bandirmy, jednak po dotarciu do celu tureckie służby odmówiły przyjęcia transportu. Powodem były błędy w dokumentacji oraz nieprawidłowe oznakowanie części zwierząt.
Odmowa sprawiła, że statek utknął na otwartych wodach. Przez blisko miesiąc nie mógł zawinąć do żadnego portu, a sytuacja na pokładzie pogarszała się z każdym dniem.
Trudne warunki i pierwsze ofiary
Według danych Animal Welfare Foundation, na pokładzie padło już co najmniej 58 krów. Zwierzęta przebywają na około 4 tysiącach metrów kwadratowych, co oznacza duże stłoczenie i ograniczoną przestrzeń do ruchu.
Warunki panujące na statku są wyjątkowo trudne. W ładowniach unosi się intensywny odór, a inspektorzy znaleźli worki z martwymi krowami, z których wyciekały płyny ustrojowe. Eksperci podkreślają, że takie środowisko sprzyja szerzeniu się chorób i pogłębia cierpienie zwierząt.
Porody w dramatycznych warunkach
Dodatkowym problemem okazały się liczne porody. Na pokładzie znajdowało się około 140 ciężarnych krów, z których wiele urodziło cielęta w trakcie rejsu. Organizacje odnotowały jedynie 50 nowo narodzonych sztuk, a los pozostałych pozostaje niepewny.
Eksperci mówią o „katastrofalnych” warunkach, podkreślając, że zarówno krowy, jak i cielęta są narażone na ogromny stres, choroby i brak właściwej opieki.
Krótkie zacumowanie i powrót przez ocean
Pod presją organizacji prozwierzęcych Turcja zgodziła się na krótkie zacumowanie jednostki. Statek uzupełnił zapasy żywności oraz wody, jednak po tym musiał natychmiast opuścić port.
„Spiridon II” skierowano z powrotem w stronę Urugwaju. Rejs powrotny potrwa około 32 dni, więc jednostka dotrze na miejsce dopiero w połowie grudnia. Oznacza to, że zwierzęta czekają kolejne tygodnie spędzone w wyjątkowo trudnych i niebezpiecznych warunkach.
Nadzieja na rozwiązanie, ale czasu coraz mniej
Sytuacja zwierząt wywołuje coraz większe oburzenie opinii publicznej i organizacji walczących o ich prawa. Każdy kolejny dzień dryfowania oznacza większe ryzyko chorób, kolejnych upadków i pogarszającego się stanu zdrowia krów oraz cieląt.
Władze Urugwaju i Turcji pozostają pod presją, by znaleźć humanitarne rozwiązanie, jednak na razie nie ma jasnych deklaracji dotyczących dalszych kroków. Tymczasem na pokładzie statku trwa dramat, który z dnia na dzień staje się coraz poważniejszy.












Opublikuj komentarz