Ukrainiec podejrzany o wysadzenie Nord Stream nie zostanie wydany Niemcom

Nadzieje Niemców płonne niczym nitki rurociągów Nord Stream Warszawski Sąd Okręgowy wczoraj odrzucił wniosek władz niemieckich o wydanie Wołodymyra Żurawlowa, podejrzanego o udział w wysadzeniu gazociągów Nord Stream 1 i 2. Sędzia nie tylko odmówił przekazania ściganego stronie niemieckiej, ale również uchylił jego tymczasowy areszt, ogłaszając: – Po pierwsze, jest pan wolny.

Sąd: brak dowodów, tylko ogólne informacje

Decyzja zapadła po analizie Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA), wystosowanego przez niemiecki wymiar sprawiedliwości. Jak podkreślił sąd, dokument przekazany przez Niemców zawierał jedynie „bardzo ogólne informacje dotyczące czynu”, ograniczone do jednej strony A4. Sędzia zaznaczył, że polski sąd nie ma kompetencji do oceny winy ani ustalania udziału podejrzanego w ataku, a jego zadaniem było jedynie rozstrzygnięcie, czy istnieją prawne podstawy do przekazania Żurawlowa.

Obrona: wydanie groziłoby śmiercią

Obrona Wołodymyra Żurawlowa przedstawiła szereg argumentów przeciwko ekstradycji. Prawnicy wskazywali na brak niezależności niemieckiego sądownictwa i jego upolitycznienie, powołując się m.in. na sprawę sędziego z Weimaru, skazanego w 2023 roku za decyzję znoszącą obowiązek maseczek w szkołach.

Najpoważniejszy zarzut dotyczył jednak ryzyka wydania podejrzanego Rosji, gdzie – jak ostrzegała obrona – mógłby zostać pozbawiony życia. Sam Żurawlow miał w sądzie powiedzieć: – Ścigany z Rosji żywy by nie wrócił.

„To nie jest sprawa polityczna”

Sędzia prowadzący podkreślił, że mimo silnych emocji towarzyszących sprawie, polski sąd nie ocenia kwestii politycznych. – Polityka nie jest domeną sądów, a polityków. Sąd ogranicza się wyłącznie do oceny aspektów prawnych – stwierdził, uzasadniając decyzję o odmowie wydania podejrzanego Niemcom.

Wysadzenie Nord Stream – jedna z największych zagadek ostatnich lat

Do eksplozji na gazociągach Nord Stream 1 i 2 doszło 26 września 2022 roku, ponad siedem miesięcy po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Trzy z czterech nitek rurociągu uległy zniszczeniu na głębokości około 80 metrów na dnie Morza Bałtyckiego.

Do dziś nie ustalono jednoznacznie, kto stoi za tym aktem sabotażu. 49-letni Wołodymyr Żurawlow utrzymuje, że nie miał z atakiem nic wspólnego i w czasie eksplozji przebywał w Ukrainie. Sąd zgodził się na publikację jego wizerunku, imienia i nazwiska, uznając, że nie istnieją przeszkody prawne w tym zakresie.

Nie ulega jednak wątpliwości, że wysadzenie nitek rurociągu Nord Stream było czymś najlepszym, co mogło przytrafić się Polakom. Wysadzenie tych rurociągów przełożyło się na odcięcie Europy Zachodniej od dostępu do taniego rosyjskiego niebieskiego paliwa. Dla Rosji było to odcięcie od kurka z pieniędzmi, a Niemcy straciły rolę hubu, rozprowadzającego tani rosyjski gaz po Europie.

Decyzja warszawskiego sądu zamyka etap ekstradycyjny, ale nie kończy pytań wokół jednej z najbardziej tajemniczych spraw współczesnej Europy.

Opublikuj komentarz

SOSIB.pl – subiektywnie o sprawach i biznesie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.